Błogosławiona Matka Teresa urodziła sie w 1910 roku w Skopje. Mając 18 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Loretanek w Irlandii. Przyjęła imię zakonne Teresa - na cześć św. Teresy od Dzieciątka Jezus, wskazującej drogę do świętości przez wierność w małych sprawach. Skierowano ją do Kalkuty w Indiach, gdzie była nauczycielką w szkole dla Hindusek.
   16 sierpnia 1948 roku idąc za głosem Chrystusa, opuściła Zgromadzenia Sióstr Loretanek aby rozpocząć swoją nową misję w służbie najuboższym pośród ubogich. W 1950 roku załozyła Zgromadzenie Misjonarek Miłości. Dziś liczy ono ponad 4 tys. sióstr służących na wszystkich kontynentach.
   Matka Teresa zmarła 5 września 1997 roku. Papież Jan Paweł II beatyfikował ją 19 października 2003 roku. Pozostnie ona symbolem ofiarnej, pełnej pokory i poświęcenia miłości do najbiedniejszych.

~~~




~~~


Historie z życia Matki Teresy:


***

Matka Teresa odwiedzała Rzym wielokrotnie, i za każdym razem, o ile to było możliwe, składała wizytę papieżowi, który okazywał jej szczególny szacunek i przywiązanie. Matka zwykle rozmawiała z nim o swoich projektach i prosiła o radę i zgodę. Jednym z takich projektów, zainspirowanym przykładem jej patronki, św. Teresy z Liesieux, była duchowa adopcja każdego katolickiego księdza przez klasztor sióstr kontemplacyjnych. Matka Teresa wierzyła, że to dałoby siostrom większą motywację do modlitwy i ofiary za kapłanów.
Papież Jan Paweł II wysłuchał jej z uwagą, po czym z uśmiechem powiedział: "Matko, ja też jestem księdzem. Czy znajdziesz kogoś, kto by mnie adoptował?". Matka Teresa bez zastanowienia zwróciła się do siostry Nirmali (która zastąpiła ją po śmierci) i poprosiła o zaadoptowanie Ojca Świętego!

***

Bardzo dobrze znam jednego z najlepszych indyjskich teologów. Kiedyś powiedziałam do niego: "Ojcze, przez cały dzień mówisz o Bogu. Musisz być bardzo blisko Niego!". I wiecie co mi odpowiedział? "Można mówić bardzo dużo o Bogu, ale bardzo niewiele do Boga. Bóg mówi do nas w cichości serca".

***

Pewien protestant, zięć Malcolma Muggeridge`a, powiedział mi: "Matko Tereso, kocham cię, podziwiam twoją pracę, wszystko to, co tu widzę, ale jednej rzeczy nie rozumiem: Najświętszej Panny. Jesteś pełna Maryi." Odpowiedziałam mu: "Bez Maryi nie ma Jezusa - bez matki nie ma i syna".
Kilka miesięcy później ten sam człowiek przysłał mi kartkę z wielkim napisem: "Wierzę, że bez Maryi nie ma Jezusa! To odmieniło moje życie".


***

Kiedyś pewien ksiądz chciał wydrukować serię obrazków, by umocnić kult św. Józefa. Przyszedł do mnie z prośbą o datek, ale miałyśmy tylko jedną rupię. Długo zastanawiałam się, czy mu ją dać, ale w końcu dałam. Tego samego wieczora ksiądz wrócił i wręczył mi wypchana pieniędzmi kopertę - było w niej dokładnie sto rupii. Ktoś zatrzymał go na ulicy i poprosił, by przekazał tę kopertę Matce Teresie.

***

Papież Jan Paweł II poprosił kardynała Polettiego, wikariusza diecezji Rzymskiej, aby znalazł pusty budynek, odpowiedni dla niezamężnych matek, którymi pragnęła zająć się Matka Teresa. Ojciec Święty powiedział kardynałowi pół żartem, pół serio: "Kiedy już znajdziesz taki dom, nie zapomnij przynieść mi klucza, bo inaczej Matka nie uwierzy".
Dom w Promavalle, jednej z dzielnic Rzymu, ma przy wejściu jeden znak szczególny: obraz przedstawiający wręczenie klucza Matce Teresie przez Ojca Świętego.

***

Matka Teresa pewnego razu, wychodząc z audiencji, zwróciła się do papieża Jana Pawła II: "Ojcze Święty, proszę, módl się, żebym nie zepsuła tego dzieła". Papież odpowiedział: "A ty, Matko, módl się, żebym nie zepsuł Kościoła!".

***

Któregos dnia poszłam do Jamshedpore, wielkiej fabryki w której produkuje się części do samolotów. W kącie zauważyłam siedzącego mężczyznę, który robił malutkie śrubki. Podeszłam bliżej i zapytałam, co robi. spojrzał na mnie i powiedział:
- Samolot.
- Samolot?
- Tak. Bez tych małych śrubek żaden samolot nie poleci - odpowiedział.
Widzicie ten związek? Każdy z nas jest istotną częścią Ciała Chrystusa, Kościoła. Nie przestawajcie prosić Jezusa, żeby pozwolił wam to zrozumieć.


***

Nauczyciele często przychodzili do domu zakonnego w Kalkucie, by odwiedzić Matkę i pobyć przez chwilę z Bogiem. Kiedyś przyszli małżonkowie, wyznawcy hinduizmu, i poprosili: "Matko, powiedz nam coś, co pomoże naszemu zwiazkowi". Matka Teresa odparła: "Uśmiechajcie się do siebie nawzajem". Żona zamilkła na chwilę, po czym zapytała: "Czy jesteś zamężna?". Matka odrzekła: "Tak, i czasem jest mi bardzo trudno uśmiechać się do Jezusa, mojego Małżonka, bo potrafi być niezwykle wymagający".

***

Matka Teresa dostała w prezencie ogromny samochód marki Lincoln Continental. Ponieważ i ona, i jej siostry składały śluby ubóstwa, nie mogły jeździć takim luksusowym autem, ale można było go spieniężyć.
Długą, białą limuzynę otrzymał papież Paweł VI podczas swojej wizyty w Bombaju z okazji Kongresu Eucharystycznego 1964 roku. Wyjeżdzając z Indii, przekazał dar Matce Teresie. Ta wpadła na świetny pomysł. Sprzeda auto na loterii! Jakże się uradowała, gdy okazało się, że samochód przyniósł całe 100 tysięcy dolarów! Teraz miała za co wybudować pomieszczenia dla trędowatych!

***

W Prem Dan, co znaczy "Dar Miłości", posiadłości ofiarowanej Misjonarkom Miłości, w której mieszkało kilkuset ubogich ludzi, pracował pewien kierowca znany z szybkiej i niebezpiecznej jazdy. Pewnego wieczoru wiózł Matke Teresę do Domu Generalnego. Jechał wyjątkowo szybko. W pewnym momencie Matka Teresa powiedziała do niego łagodnie: "Wiesz, ja wcale nie boję się spotkać z moim Stwórcą, ale zapamiętaj sobie, że jest tylko jedna Matka Teresa".

***

Gdy siostry po raz pierwszy miały wyjechać poza Indie - do Wenezueli, niektóre z niepokojem pytały: "Jak sobie damy radę w nowym kraju, bez znajomości języka i obyczajów?" Matka odpowiedziała im: "Nie bójcie się, małej wiary, mówicie przecież językiem zrozumiałym dla wszystkich ludzi, językiem miłosierdzia". Na pytanie "Co zabrać ze sobą do nowego kraju?" odpowiadała: "Serce i ręce".

***

Na przejściu granicznym w Gazie (Palestyna) żołnierz zapytał,czy ma przy sobie jakąś broń. Odpowiedziała: "Oczywiście, mam przy sobie mój modlitewnik".

***

W czasie pewnej podróży samolotem pomiędzy Panamą i Waszyngtonem, gdzie miała się spotkać z prezydentem Reaganem, nagle wstała i poszła do toalety. Była najważniejszą osobistością na pokładzie, więc wszyscy ją obserwowali. Po kilku minutach wyszła i przeszła do drugiej toalety. za chwilę przeszła do toalet środkowych, a następnie do tych w tyle samolotu. Gdy w końcu wróciła, kilka osób popychało siostrę siedzącą obok, aby zapytała co tam robiła. "Co robiłam? Egzorcyzmy" - odparła. Okazało się, że Matka wyczyściła wszystkie toalety jumbo jeta. Takie było jej przygotowanie do spotkania z prezydentem.

***

Matka Teresa opowiadała, że kiedyś, jeszcze na początku jej pracy z ubogimi, zachorowała i w wysokiej gorączce zaczęła majaczyć. Wydawało się jej, że stanęła przed św. Piotrem, który powiedział do niej: "Wracaj. W niebie nie ma slumsów!". Matkę Teresę bardzo to rozgniewało i odpowiedziała: "Bardzo dobrze! W takim razie napełnię niebo biedakami i będziecie tu mieć slumsy. A wtedy będziecie musieli mnie przyjąć".

***